Monthly Archives: Listopad 2011

Janicki i Bodo w DKF Maciste!

24 listopada gościem Dyskusyjnego Klubu Maciste w Bochni będzie Stanisław Janicki, gospodarz legendarnego programu „W starym kinie”, który wprowadzi widzów w meandry przedwojennej kinematografii polskiej i zaprezentuje swój film o Eugeniuszu Bodo. Pokazany zostanie także jeden z najsłynniejszych filmów z najpopularniejszym polskim aktorem lat 30., „Piętro wyżej”.

Janicki to jeden z najbardziej oczekiwanych gości bocheńskiego DKF-u. Zapowiadany od dawna, w końcu przyjął zaproszenie organizatorów. Pan Stanisław prowadził najdłużej nadawany program filmowy w historii polskiej telewizji, czyli pamiętane przez wszystkie pokolenia urodzone przed przełomem 1989 roku, „W starym kinie”.

Gość DKF-u jest również autorem wielu artykułów i książek o tematyce filmowej, a także reżyserem i scenarzystą kilku filmów fabularnych i dokumentalnych. Z uwagi na ogromny dorobek i imponującą wiedzę organizatorzy zaproponowali panu Stanisławowi, żeby sam wybrał film, który chciałby zaprezentować bocheńskim widzom. Wybór padł na „Piętro wyżej” (1937) Leona Trystana, jeden z ostatnich filmów zmarłego tragicznie w podkijowskim łagrze gwiazdora przedwojennego kina polskiego, Eugeniusza Bodo. To z tego filmu pochodzą popisowe numery Bodo, znane do dziś ”Seksapil” oraz ”Umówiłem się z nią na dziewiątą”. Dzieło jest komedią muzyczną, która wykorzystuje popularny w kinie motyw cross-dressingu, czyli przebieranki (Bodo swój najsłynniejszy utwór, „Seksapil”, wykonuje w kobiecych fatałaszkach), ale żywot artysty nie był równie radosny, co tematyka jego filmów. Dlatego przed projekcją pan Janicki zaprezentuje swój dokument o aktorze, ”Requiem dla Eugeniusza Bodo” oraz wygłosi wykład wprowadzający widzów w realia polskiego filmu lat 30.

Na to niezwykłe spotkanie z legendą polskiej telewizji oraz bożyszczem przedwojennego kina DKF Maciste zaprasza widzów już 24 listopada o godzinie 19:00 do bocheńskiego kina Regis.

[PP / DKF Maciste]

Reklamy

Aleksander Ford – polski Elia Kazan

29 września nakładem Wydawnictwa Kino Polska ukazał się box z trzema niepamiętanymi już dziś filmami Aleksandra Forda, reżysera-legendy, twórcy m.in. „Krzyżaków”. W wydanym zestawie znalazła się nieformalna, wojenna trylogia Forda – „Ulica Graniczna” (1948), „Piątka z ulicy Barskiej” (1953) oraz „Pierwszy dzień wolności” (1964) – będąca zarówno potwierdzeniem jego reżyserskiego kunsztu (którego z biegiem lat coraz częściej mu odmawiano), jak i odzwierciedlająca jego prywatne poglądy (których zdawano się nie dostrzegać).

Sam Ford to postać skomplikowana i bardzo niejednoznaczna – wydaje się, że dziś twórczość jego nierozerwalnie związana jest z dramatycznym życiorysem. I, choć wchodzą one – dorobek artystyczny i życiowe koleje – w bardzo bezpośredni konflikt ze sobą, nie można ich już chyba rozpatrywać osobno. Ford zmarł śmiercią samobójczą 4 kwietnia 1980 w Naples na Florydzie, z dala od ojczyzny, wypędzony i znienawidzony, zapomniany jako reżyser, oczerniony jako człowiek. Czy bezpodstawnie? O jego wygnaniu z kraju zdecydowano po wydarzeniach z marca 1968, kiedy to rząd polski prowadził szeroko zakrojoną kampanię antysemicką. Ford, wpływowy Żyd, który jeszcze dziesięć lat wcześniej niepodzielnie rządził polską kinematografią, niemal natychmiast znalazł się na celowniku władz, wspomagany przez pokrzywdzonych przez niego filmowców.

Czy zarzuty sprzyjające jego wydaleniu poza granice kraju były słuszne, czy też nie? Tego być może się już nie dowiemy – opinie historyków i filmoznawców w tym temacie od lat pozostają skrajne. Jedno nie ulega wątpliwości – wydany właśnie box przybliża nam tę jaśniejszą twarz Forda, zarówno jako filmowca, jak i człowieka. I na niej pozwolę sobie poprzestać.

Pierwszy kontakt z wczesnymi dokonaniami Aleksandra Forda może robić wrażenie. Nienaganna, bardzo sugestywna narracja, wprawna ręka, śmiałe społeczne obserwacje i niezwykłe oko do aktorów – to wysuwa się na pierwszy plan. Ford był perfekcjonistą – przynajmniej w takim stopniu, w jakim pozwalała mu na to powojenna rzeczywistość. Nawet jeśli jego filmy zawierały treści propagandowe, jak „Piątka…”, czy ubogą scenografię, jak „Ulica…”, zawsze pozostawały doskonałe pod względem formalnym. Nie ma wątpliwości – przy odrobinie samozaparcia Ford mógłby – jako jeden z nielicznych naszych reżyserów tego okresu – zrobić karierę w Hollywood.

Miał ku temu idealne predyspozycje, czemu sprzyjała zresztą opinia filmowca-tyrana, zrozumienie dla eksploatacyjnych systemów produkcyjnych czy motywowana żydowskim pochodzeniem biografia, która wielu uchodźcom z Europy Wschodniej pomogła za Oceanem przepracować własne traumy i osiągnąć dzięki nim sukces artystyczny. Co więcej, Ford dostał nawet propozycję wyreżyserowania w USA swojego hollywoodzkiego debiutu, ale ostatecznie nie porozumiał się w zakresie przysługującego mu wynagrodzenia, więc wytwórnia znalazła kogoś innego.

Niestety, nie licząc krótkiego i dziś praktycznie nieznanego szerszej publiczności epizodu ze schyłku jego kariery, Ford do ostatnich dni pozostał twórcą lokalnym, kojarzonym przede wszystkim z sukcesem frekwencyjnym „Krzyżaków”. Tymczasem to właśnie zawartej na dyskach powyższego zestawu trylogii wypada przyjrzeć się w pierwszej kolejności. Filmy te nie tylko dowodzą reżyserskiego sznytu Forda, ale są też swoistym ewenementem w powojennej kinematografii polskiej. Autor śmiało rozlicza się tu z mitami II Wojny Światowej, wytykając rodakom antysemityzm, a nierzadko portretując ich jako żałosnych donosicieli, wichrzycieli i obłudnych karierowiczów.

I choć tylko jeden z tych filmów – „Pierwszy dzień wolności”, opowiadający o wracających z frontu żołnierzach polskich, którzy gwałcą niemiecką dziewczynę – nazwać można artystycznie i technicznie spełnionym, to każdy z nich zasługuje na osobną uwagę. Zwłaszcza dziś, gdy „Róża” Wojciecha Smarzowskiego wzbudza kontrowersje, a PISF nie chce przyznać dofinansowania na filmy o Jedwabnem i Polakach kolaborujących z Niemcami, wczesne dokonania Forda są jak zimny prysznic, przypominający, że już w komunistycznej Polsce (!) próbował się z tymi zagadnieniami rozliczać ów niepokorny Żyd, aparatczyk i sługus partii, jak go w latach przed jego wygnaniem coraz częściej określano, ten sam, który za swoje filmy wyróżniany był w Berlinie, Wenecji i Cannes.

***

Na koniec polecam trzy teksty przybliżające biografię i dorobek reżysera:

Artysta, car, pan pułkownik Stanisława Janickiego
Obywatel Ford. Władca polskiego kina Patryka Juchniewicza
Politically Involved Filmmaker (ang.) Anny Misiak

Znak0mitym dodatkiem jest także niemal godzinny dokument „Kochany i nienawidzony” Janickiego, który znajdziecie na jednej z płyt opisanego powyżej wydania.

[Piotr Pluciński]

Otagowane

Kino japońskie w Iluzjonie

25 listopada w warszawskim kinie Iluzjon rusza cykl pokazów japońskiej klasyki. Pod wymowna nazwą Nie tylko Kurosawa zaprezentowane zostaną zróżnicowane tematycznie filmy, m.in. mało u nas znane „Gorące źródła Akitsu” (1962) Yoshishige Yoshidy, „Człowiek, który wywołał burzę” (1957) Umetsugu Inoue czy „Czerwona chusteczka” Toshio Masudy. W ramach cyklu zostaną wyświetlone także bardziej rozpoznawalne filmy Nagisy Oshimy czy Takeshiego Kitano. Wstęp na większość pokazów jest bezpłatny – po kliknięciu w powyższy plakat znajdziecie na nim dokładny harmonogram seansów.

[PP]

Otagowane , , , , ,

„Dotyk zła” w 5 wersjach

Nakładem brytyjskiego dystrybutora Eureka do sklepów trafiło właśnie limitowane wydanie blu-ray „Dotyku zła”, niesławnego arcydzieła Orsona Wellesa. Dwupłytowa edycja zawiera aż pięć wersji filmu.

„Dotyk zła” to nieśmiertelny klasyk, dziś kojarzony przede wszystkim z otwierającą go, kilkuminutową sekwencją nakręconą w jednym ujęciu. Często zapomina się jednak, że jest to nie tylko doskonały przykład realizatorskiego kunsztu Wellesa, ale też dzieło łamiące ówczesne tabu – moralne, seksualne, rasowe i… estetyczne. Nakręcony w 1958 roku film został wyklęty i przemontowany przez studio, które do tego stopnia zbezcześciło wizję Wellesa, iż ten wystosował do swoich cenzorów pełną krytycznych uwag, 58-stronicową „notatkę”. Dopiero 40 lat później Universal zadecydował o rekonstrukcji filmu z uwzględnieniem rzeczonych wskazówek. W takiej formie „Dotyk…” ukazał się też swego czasu na dvd. Kontrowersje nigdy jednak nie ustały – tym razem krytykowano… format obrazu, sprzeczając się czy właściwa dla dzieła Wellesa jest panorama (1.85:1), czy tryb pełnoekranowy (1.37:1).

Wydanie Eureki wychodzi tym sporom naprzeciw. Na dwóch płytach blu-ray zawarto film w aż pięciu wersjach – rekonstrukcję z 1998 w formatach 1.85:1 i 1.37:1, wersję kinową z 1958 w formatach 1.85:1 i 1.37:1 oraz niedawno odkrytą wersję przedpremierową z 1958 w formacie 1.85:1. Jest to pierwsza tego typu próba – dotychczasowe wydania, włącznie ze specjalną trzypłytową edycją z 2008 oferowały wszystkie trzy wersje filmu tylko w formie panoramicznej.

Wydanie Eureki zawiera także kilka dodatków, w większości przeniesionych z rzeczonej edycji sprzed trzech lat. Są tu aż cztery różne komentarze do wszystkich wersji „Dotyku…”, a udział w ich nagrywaniu wzięli Charlton Heston, Janet Leigh, krytycy F.X. Feeney, Jonathan Rosenbaum i James Naremore. Na płytach znajdują się także dokumenty „Bringing Evil to Life” (21 min.) i „Evil Lost and Found” (18 min.) oraz obszerna, 56-stronicowa broszurka z esejami Wellesa, Françoisa Truffaut, André Bazina i Terry’ego Comito oraz wyczerpującym tekstem objaśniającym wieloletni spór dotyczący właściwego formatu obrazu.

W filmie Wellesa Charlton Heston wciela się w rolę Mike’a Vargasa, meksykańskiego szefa wydziału antynarkotykowego, który bada sprawę bomby podłożonej pod samochód zamożnego Amerykanina. W trakcie śledztwa, notorycznie torpedowanego przez skorumpowanego gliniarza Hanka Quinlana (Orson Welles), jego żona Susie (Jane Leigh) zostaje porwana przez gang szukający na Vargasie zemsty za zabezpieczenie granicy ze Stanami. „Dotyk zła” jest ostatnim studyjnym filmem Wellesa, często traktowanym na równi z „Obywatelem Kane’em”.

[PP / Eureka]

Otagowane

Film tygodnia – Daleko od nieba [8/10]

Spośród wszystkich współczesnych prób odtworzenia stylu klasycznego Hollywood, „Daleko od nieba” Todda Haynesa pozostaje tą najbardziej udaną. W 2002 roku amerykański reżyser podjął radykalną decyzję artystyczną – postanowił odnieść się do minionej już epoki w sposób bezpośredni, realizując film za pomocą technik sprzed półwiecza, a jednocześnie wszedł w żywą polemikę z ówczesnymi, co trzeba zaznaczyć – ukształtowanymi przez obowiązujący wtedy kodeks Haysa, zagadnieniami fabularnymi. Powstał w ten sposób film jedyny w swoim rodzaju. Wystarczy jeden rzut oka – są tu statyczne kadry, przeszarżowany dialog i ilustracyjna muzyka Elmera Bernsteina, ale też wątki, które w filmie z lat 50. nie miałyby racji bytu.

„Daleko od nieba” to uwspółcześniona melodrama spod znaku najlepszych dokonań Douglasa Sirka, krytycznego względem amerykańskiego konsumpcjonizmu i kodeksu moralno-obyczajowego autora „Czasu życia i czasu śmierci” czy „Zwierciadła życia”. Haynes złożył mu hołd podwójny – nie tylko uczynił bohaterką swojej opowieści dojrzałą kobietę (w tej roli stworzona do ról z epoki Julianne Moore) zmagającą się z represyjną obyczajowością, co stanowiło oś wielu dokonań Sirka, ale też pieczołowicie odtworzył charakterystyczną dla niego wyrazistą paletę barw, stosując przy tym klasyczne rozwiązania realizatorskie, m.in. specjalne oświetlenie planu czy plansze z tłem zamiast pleneru w scenie z samochodem.

Swego rodzaju nawiązaniem do twórczości Douglasa Sirka jest też sam tytuł, przywodzący na myśl jego „Wszystko, na co niebo zezwala”. Bohaterką tego zapomnianego dziś już filmu z 1955 jest kobieta w średnim wieku, która wdając się w romans z ogrodnikiem, skazuje się na potępienie ze strony lokalnej społeczności. W „Daleko od nieba” sytuacja jest bardzo podobna, ale ciężar wersji Haynesa wyznacza kilka istotnych detali. Bohaterka nie jest wdową, jej mąż odkrywa właśnie swój homoseksualizm, a ogrodnik okazuje się czarny jak smoła.

Efekt jest zabójczy. Taki film nie mógłby powstać przed półwieczem – biuro Haysa i Katolicki Legion Przyzwoitości pocięłyby go na drobne skrawki, a duże studia najpewniej zawsze już patrzyłyby reżyserowi na ręce. Dlatego też te śmiałe, jak na przyjętą estetykę, wtręty fabularne rozsadzają film od środka, wzmagając jego dramaturgiczny trzon.

Obnażając obyczajową obłudę kina klasycznego, Todd Haynes w pewnym sensie… odkrywa Amerykę. I tylko na pozór jest to określenie pejoratywne. Dziś, gdy prawdziwej (czyt. zacofanej, patriarchalnej i rasistowskiej) twarzy amerykańskiego społeczeństwa sprzed półwiecza się już nie pamięta, „Daleko od nieba” stanowi cios w sprzyjającą temu tradycję. Bo Ameryka lat 50. to nie tylko wypielęgnowane ogródki, Cadillaki na podjeździe i pracowite gospodynie. To także czarni ogrodnicy, mężowie-geje i wszechobecna represja.

O wydaniu dvd

Swego czasu film ukazał się w Polsce na dvd nakładem SPI. Wciąż można go kupić na Allegro, nawet za 2zł + wysyłka. To wydanie było golutkie, ja mam kanadyjskie z komentarzem reżysera i ok. 45 minutami materiałów dokumentalnych. Zakładając, że wydanie brytyjskie ma te same suplementy, na Amazonie kupicie je (używane) za jednego pensa.

Tytuł oryginalny: Far From Heaven
Reżyseria: Todd Haynes
Obsada: Julianne Moore, Dennis Quaid, Dennis Haysbert, Patricia Clarkson, Viola Davis
Kraj: USA
Czas trwania: 107 minut

[Piotr Pluciński]

Otagowane , , ,

Śledztwo ws. śmierci Natalie Wood wznowione

Po blisko 30 latach od śmierci aktorki Natalie Wood, Departament Szeryfa w Los Angeles zadecydował o wznowieniu śledztwa w sprawie jej utonięcia. Jak czytamy w specjalnym oświadczeniu,do śledczych zgłosiły się osoby znające dodatkowe, nieznane dotąd fakty w tej sprawie. Oficjalna konferencja dotycząca ponownego otwarcia sprawy zwołana została na dzisiaj, na godzinę 17:00 czasu polskiego.

Natalie Wood utonęła niemal dokładnie 30 lat temu, 29 listopada 1981 roku. Nieszczęśliwy wypadek (?) gwiazdy „Buntownika bez powodu” i „West Side Story” miał miejsce podczas pobytu na wyspie Catalina, gdzie Wood przebywała m.in. ze swoim mężem Robertem Wagnerem i aktorem Christopherem Walkenem, z którym współpracowała wówczas na planie thrillera „Burza mózgów”. Rozważano dwie możliwości: aktorka próbowała opuścić jacht, na którym przebywała z dwoma mężczyznami lub usiłowała umocować gumową szalupę uderzającą o kadłub łodzi. Sekcja zwłok wykazała, że aktorka była pod wpływem alkoholu. Miała 43 lata.

[PP / The Wrap]

Otagowane ,

Martin Scorsese klasycznie

69. urodziny obchodzi dziś Martin Scorsese, entuzjasta, restaurator i promotor kina klasycznego. Martin chętnie angażuje się w projekty dokumentalne i historyczno-filmowe, promuje odrestaurowane klasyki na światowych festiwalach i wzbogaca o ten kontekst swoje reżyserskie emploi. Przypomnijmy, tylko w ostatnich kilku latach Scorsese nakręcił osadzoną w sercu starego Hollywood biografię Howarda Hughesa, dokument o Elii Kazanie czy premierowy odcinek  „Zakazanego Imperium”.

Urodziny Scorsese to idealny pretekst, by przypomnieć wyreżyserowaną przez niego, a jednak niezbyt znaną, 10-minutową reklamę szampana Freixenet Cava, którą ten śmiało upozował na pierwszorzędny dowcip oscylujący wokół postaci Alfreda Hitchcocka i kompozytora Bernarda Hermanna.

[PP]

Otagowane , ,
%d blogerów lubi to: